Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”. Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I już nikt więcej nie odważył się Go pytać (Mk 12,28b-34).
Przed wielu laty na jednej z wysp mieszkało Szczęście, Smutek , Wiedza, Próżność, Bogactwo, Miłość i wiele innych uczuć. Pewnego dnia ogłoszono, że w niedługim czasie wyspa znajdzie się pod wodą. Wszyscy zatem zaczęli przygotowywać łodzie, aby opuścić wyspę. Miłość zdecydowała się pozostać do ostatniego momentu. Gdy wyspa prawie całkowicie zanurzyła się w wodzie, wtedy dopiero Miłość zdecydowała się poprosić o pomoc. Szukając jej, zauważyła przepływającą obok bogato wyposażoną, olbrzymią łódź. Płynęło w niej Bogactwo. „Bogactwo, czy możesz mnie zabrać”- zapytała Miłość. „Nie, nie mogę. W łodzi jest wiele złota i srebra. Nie ma miejsca dla ciebie”- padła odpowiedź. Miłość zdecydowała się prosić o pomoc Próżność, która płynęła przepięknym, luksusowym statkiem. „Próżność, proszę, pomóż mi”- błaga Miłość. „Nie mogę ci pomóc. Jesteś cała mokra i mogłabyś mi zabrudzić statek”- odpowiedziała Próżność. W pobliżu znalazł się Smutek w swej łodzi. Miłość ponowiła prośbę. Smutek odpowiedział: „Jestem bardzo smutny. Muszę pozostać sam ze sobą. Nie mogę cię zatem zabrać”. Przepływało także Szczęście, ale tak było rozradowane i roześmiane, że nie usłyszało wołania Miłości. Aż tu nagle, strapiona Miłość słyszy głos: „Miłość, przyjdź tutaj. Zabiorę cię”. Miłość była tak uradowana, że zapomniała zapytać o imię starca, który zabrał ją do łodzi. Gdy dopłynęli do suchego lądu, starzec poszedł dalej swoją drogą. A gdy znikł za zakrętem, wtedy Miłość uświadomiła sobie, jak wiele zawdzięcza starcowi. Zapytała zatem Wiedzę o imię starca, który jej pomógł. „To był Czas”- odpowiedziała Wiedza. „Czas?”- zapytała Miłość- „Dlaczego Czas mi pomógł?” Wiedza uśmiechając, uśmiechem, przez który przebija najgłębsza mądrość, powiedziała: „Ponieważ tylko Czas jest w stanie zrozumieć jak wielka i wspaniała jest Miłość” (http://www.newfunpages.com).
Dysponujemy wspaniałym darem jakim jest czas. Targujemy się nieraz z życiem o długość tego czasu. A w sumie wartość życia nie zależy od jego długości, ale od tego czym jest wypełnione. Parafrazując historię o tonącej wyspie możemy powiedzieć, że Czas zna prawdę o życiu, które staje się wielkie i wspaniałe tylko wtedy, gdy wypełnimy je miłością. Czas rozciągając się w wieczność dosięga samego Boga, który jest pełnią miłości. Zanurzeni w tej pełni możemy nasycić swoje życie miłością, która niesie zbawienie. Dlatego też wiara w Boga kieruje naszą uwagę na zasadniczy jej problem jakim jest miłość.
Uczeni w Piśmie często pytali, które z 615 przepisów Starego Testamentu są najważniejsze. W 25 roku przed narodzeniem Jezusa sławny rabin Hillel powiedział: „Nie czyń bliźniemu swemu tego, co tobie niemiłe. Takie jest prawo, reszta to tylko komentarz. Idź i ucz tego innych”. Pytanie o miłość zadane Chrystusowi przez uczonych w Prawie wskazuje, że problem miłości zajmował ważne miejsce w ich dysputach religijnych. Chrystusowa odpowiedź ma jakby dwa człony. Pierwszy jest prawie dosłownym powtórzeniem rabinistycznej tradycji wywodzącej się z Księgi Powtórzonego Prawa: „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci nakazuję”. Drugi człon odpowiedzi zaskoczył zapewne uczonych w Piśmie, gdyż tradycja rabinistyczna trochę inaczej widziała ten problem. Według niej relacje międzyludzkie były regulowane przez różne prawa, w tym prawo miłości. Chrystus słowu „miłość” nadaje nowe znaczenie. Nowość polega na tym, że bliźnim jest nie tylko współplemieniec, ale każdy człowiek. Tak pojmowana miłość jest ważniejsza niż modlitwy i ofiary całopalne. I z takiej miłości kiedyś będziemy musieli zdać Bogu sprawę, tak jak w poniższej historii.
Mnich Bonifacy bardzo dokładnie zachowywał regułę zakonną. Przez lata pełnił różne funkcje w klasztorze i był przekonany, że wypełniał je bardzo dobrze. Zbiory z pól były obfite, gdy on był za nie odpowiedzialny. Kiedy zarządzał kuchnią, posiłki były proste, ale smaczne. Kiedy głosił kazania był przekonany, że jego słowa są mądre i zrozumiale przez słuchaczy. Jednym słowem, był zadowolony z siebie i z tego co robił. Nie był jednak skory do dzielenia się swoimi umiejętnościami ze współbraćmi.
Chlubił się ze swoich osiągnięć, to napawało go dumą, przy tym jednak nie potrafił docenić i cieszyć się osiągnięciami swoich współbraci. Uważał, że inni mnisi nie zachowują reguły zakonnej, są mniej zdolni, zaś jego zdolności i wierność regule są niedoceniane. Cierpiał z tego powodu, że nie został opatem. Stał się bardzo krytyczny wobec opata i jego zarządzeń. Uważał, że opat jest zbyt miłosierny, że powinien twardą ręka kierować wspólnotą zakonną. I to on jest powodem rozluźnienia dyscypliny w klasztorze. Prywatnie i publicznie wytykał różne sprawy, które według niego prowadzą do upadku życia zakonnego. Ciągle powtarzał, że wyżywienie było lepsze za czasów, gdy on odpowiadał za kuchnię. Przytaczał liczby, aby wykazać, że zbiory były wyższe, gdy on był odpowiedzialny za pola. Gdy tak to wszystko rozważał, potęgowała się w nim gorycz życia. Jego surowość i oschłość zabierała młodym nowicjuszom zakonnym odwagę i radość życia. Sytuacja w zakonie stawała się coraz gorsza. Aż w końcu mnich Bonifacy zmarł. Odprawiono pogrzeb, na którym nie zauważono szczególnego żalu i smutku.
Po śmierci Bonifacy stanął przed obliczem Chrystusa. Czuł się bardzo zmieszany i zagubiony. Desperacko starał przypomnieć sobie plony, jakie zbierał w czasie żniw, jadłospis, który przygotowywał dla swoich braci zakonników, słowa swoich kazań, jakimi napominał słuchaczy. Lecz w głowie czuł wielką pustkę. Nic nie pamiętał. I nagle ogarnął go lęk o swoje zbawienie. Jednak w spojrzeniu Jezusa nie dostrzegł żadnego potępienia. Widział tylko miłość. I wtedy uświadomił sobie ogromną winę i ogarnęło go uczucie wielkiej straty. Po raz pierwszy zrozumiał bezsens swojej surowości i odkrył prawdziwe znaczenie religii. Zobaczył ból, jaki zadał bliźnim przez swoją obojętność, brak ludzkich odruchów i swoje małostkowe ambicje. Zrozumiał, że jego lata wytężonej pracy, surowe zachowanie reguły, jego zdolności nic się nie liczą, bo nie były wypełnione bezgraniczną miłością. Wiedział teraz, że droga do nieba się zamyka się dla niego.
Jakże był bardzo zaskoczony, gdy Chrystus go nie potępił. Chrystus bowiem wiedział, że Bonifacy miał trudne dzieciństwo, że wychowywał się w patologicznej rodzinie, że popełniono błędy w jego edukacji religijnej. Nikt nie nauczył go prawdziwej miłości. To wszystko sprawiło, że wina mnicha była ograniczona. Mając to na uwadze Jezus zaprosił Bonifacego do nieba. Ale mnich nie mógł z tego skorzystać. Czuł się bardzo winny. Odmawiał wejścia do nieba do czasu, gdy będzie miał okazję przeprosić tych, których surowo osądzał, zabijając w nich nadzieję i radość życia. Czekał długie lata przed bramą raju, aż wszyscy jego współbracia zakonni umarli i zjawili się u bram raju. A wtedy Bonifacy pozdrawiał ich i prosił o wybaczenie.
Miłość jest kluczem naszego zbawienia. Bramy nieba otworzą się przed nami, gdy nasze życie przesączymy miłością. Przed Bogiem zdołamy przypomnieć sobie tylko to, co ma znamię miłości ( z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej)