4 niedziela Adwentu

4 niedziela Adwentu

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski. Pan z Tobą”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”.  Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię.Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł (Łk 1,26-38).

MY TAKŻE MAMY MAŁE ZWIASTOWANIE”

Przed kilku laty przeprowadzono w Nowym Jorku badania, które miały ukazać, co najbardziej spędza ludziom sen z oczu, o co najbardziej się martwią. Otóż, 40% ludzi zamartwia się o rzeczy, które się nigdy nie wydarzą, 30% o minione sprawy, których nie da się zmienić, 12 % martwi się krytyką innych, najczęściej niesłuszną, 10% obawia się utraty zdrowia, a tylko 8 % zamartwia się o sprawy, z którymi na pewno trzeba się zmierzyć. Jak widzimy niepotrzebnie zmartwiamy się o wiele spraw. A dzieje się to nieraz kosztem rzeczy, które na pewno wydarzą się w naszym życiu i winniśmy brać je pod uwagę w naszym planowaniu. Przykładając religijną miarę do tych badań można powiedzieć, że do tych ostatnich spraw, które na pewno wydarzą się w naszym życiu i o nie powinniśmy się troszczyć jest nasze spotkanie z Chrystusem, o którym tak często słyszymy w okresie Adwentu. Będzie miało ono miejsce w czasach ostatecznych, ale już tu na ziemi możemy mieć przedsmak tego spotkania, jak to miało miejsce w życiu znanego pisarza brytyjskiego i spikera radiowego Malcolma Muggeridge. Został gorliwym chrześcijaninem pod koniec życia, po przejściu długiej drogi agnostycyzmu i sceptycyzmu. W swojej książce „Jezus” opisał niespodziewane spotkanie Jezusa. W ramach wykonywanych obowiązków zawodowych udał się do Ziemi Świętej. Pewnego dnia odwiedził grotę narodzenia Jezusa w Betlejem. Przeżycia w tym świętym miejscu całkowicie odmieniły jego stosunek do wiary w Boga. Siedząc w półmroku betlejemskiej groty wpatrywał się w srebrną gwiazdę, która wyznacza miejsce złożenia nowonarodzonego Dziecięcia. Zamyślony prowadził wewnętrzny dialog z samym sobą: „Tak wielu ludzi wierzy, że w tym miejscu narodził się Jezus Chrystus. Czy rzeczywiście srebrna gwiazda dokładnie wyznacza miejsce tych narodzin?, Dlaczego tak wielu ludzi nabożnie przybywa do tego miejsca?” Zadając sobie takie i tym podobne pytania, patrzył jak ludzie w niekończącym się szeregu na klęczkach zbliżali się do srebrnej gwiazdy i ze łzami w oczach dotykali jej i całowali. Wzruszony Muggeridge doznał wewnętrznego olśnienia, które doprowadziło go do uwierzenia w tajemnicę ponad wszystkie tajemnice, że młoda niewinna dziewczyna z małej miejscowości w Izraelu została wybrana na Matkę samego Boga. To przeżycie było dla niego takim małym zwiastowaniem, przez które uwierzył w Chrystusa. 

Maryja mocno wpisuje się w ostatni etap naszej adwentowej wędrówki do Betlejem. W tajemnicy zwiastowania w Nazarecie zaczyna się urzeczywistniać obietnica dana Dawidowi z Księgi Samuela: „Wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu Ojcem, a on będzie mi synem. Przede mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki”. Ziemskie królestwa siłą rzeczy przemijają, a zatem obietnica dana Dawidowi ma charakter, duchowy, religijny i jest zapowiedzią wiecznego królestwa, które przyniesie Mesjasz. Maryja jest ważnym ogniwem w wypełnieniu tego proroctwa. „Poślubiona mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida” jest dziedziczką linii dawidowej. Bóg Ojciec powierza Najświętszej Marii Pannie poprzez Archanioła Gabriela szczególną misję w dziejach zbawienia. Maryja na wolę bożą odpowiedziała całkowitą uległością i pokorą: „Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie według słowa Twego”. Ta pokorna odpowiedź wynikała z postawy życiowej Maryi, zawsze gotowej do pełnienia woli Bożej. Św. Alfons Maria Liguori napisał: „Kto doskonale zgadza się z wolą Bożą, ten nie tylko się uświęca, ale ponadto już tu na ziemi cieszy się trwałym pokojem”. Te słowa odnoszą się w pierwszym rzędzie do Maryi, ale i także do każdego z nas. Kto pełni wolę bożą uświęca się, doświadcza najgłębszego pokoju i staje się bardziej wrażliwy na „małe zwiastowania”, którymi wypełnione jest całe nasze życie.

W piosence „Jak paciorki różańca” śpiewamy słowa: „I. My także mamy małe zwiastowanie, my też czekamy Twego nawiedzenia. My też z drżeniem serc szukamy. W tajemnicach radosnych módl się za nami”. Na różne sposoby Bóg objawia nam swoją wolę i radosną wieść o naszym zbawieniu. Mogą to być nasze takie małe prywatne objawienia, które tylko dla nas mają ogromne znaczenie. Inni mogą ich nie dostrzegać. Przed laty jedna z pań poprosiła o rozmowę. Na samym początku powiedziała: „Niech ksiądz nie myśli, że coś jest nie w porządku ze mną. Długo się wahałam nim zdecydowałam się o tym z księdzem porozmawiać. Zdaję sobie sprawę, że to co powiem może wydawać się dziwne i nieprawdopodobne. Jednak czuję wewnętrzną potrzebę, aby komuś o tym powiedzieć. Po takim dużym wstępie zaczęła mówić o przeżyciu, które miało miejsce na mszy św. którą odprawiałem w czwartą niedzielę Adwentu w kościele św. Wojciecha w Nowym Jorku. Irena, bo tak było na imię tej kobiecie, pogrążona w modlitwie czekała na rozpoczęcie Mszy św. Nagle ujrzała przed ołtarzem anioła, niedowierzając, jak zauroczona wpatrywała się w niego. W pamięci odnotowała wszystkie szczegóły odnoszące się do jego wyglądu. Z tej ekstazy wyrwały ją słowa, które wypowiedziałem we prowadzeniu do Mszy św. „…ujrzała anioła”. Irena ocknęła się i zaczęła się rozglądać, czy inni ludzie widzą to samo. To było tylko jej wiedzenie. Poruszona wewnętrznie, ze łzami w oczach zaczęła powtarzać: „Widziałam anioła, widziałam anioła…”. Nie mogła się otrząsnąć z tego, co przed chwilą przeżyła. Wiem, że to doświadczenie w jej życiu nie tylko duchowym i religijnym odegrało i odgrywa ważną rolę. Dla niej autentyczność tych przeżyć nie podlega żadnej wątpliwości. Jest to dla niej takie małe zwiastowanie, które stało się jednym z najważniejszych przeżyć na drodze prowadzącej do umocnienia więzi z Bogiem.

Święta Bożego Narodzenia stwarzają wiele okazji, aby doświadczyć „małych zwiastowań”, które przybliżają nas do zbawiającego Boga. Także polska piękna tradycja bożonarodzeniowa może nam w tym pomoc. Już wkrótce zasiądziemy do wigilijnego stołu, który tylko w polskiej tradycji ma tak głęboką i piękną wymowę, dlatego warto do niej wrócić i odkryć najgłębsze treści. Ileż pięknych, duchowych wzruszeń niesie sama wieczerza wigilijna. Ma ona charakter święty i rodzinny. Przy stole wigilijnym jest miejsce nie tylko dla rodziny, ale także dla samotnych, zagubionych, nieszczęśliwych. Zbigniew Kossak pisze, że „ktokolwiek zajdzie w dom polski w święty wieczór wigilijny, zajmie to miejsce i będzie przyjęty jak brat”. Puste miejsce przy stole przypomina o tych, których kochamy, a którzy w ten święty wieczór nie mogą być z nami, bo są daleko. To puste miejsce jest także dla tych, którzy doświadczyli już tajemnicy śmierci. Zasiadamy do stołu, gdy ukaże się pierwsza gwiazda na niebie- przypomnienie gwiazdy betlejemskiej. Stół przykryty białym obrusem, przypomina ołtarz i pieluszki Jezusa, a siano pod nim nawiązuje do ubogiego narodzenia Jezusa. Najważniejszym i kulminacyjnym momentem wieczerzy wigilijnej jest zwyczaj łamania się opłatkiem. Tradycja ta pochodzi od prastarego zwyczaju tzw. eulogiów, jaki zachował się z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wieczerza wigilijna nawiązuje do uczt pierwszych chrześcijan, organizowanych na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Ten zwyczaj mówi o wzajemnej życzliwości, o dzieleniu się nawet ostatnim kawałkiem chleba. Dzieląc się opłatkiem wybaczamy sobie wszelkie urazy i składamy najserdeczniejsze życzenia. I w nadzwyczajny sposób odczuwamy jak nasze dusze wypełnia światłość zstępującą z nieba, Jezus Chrystus. Wypełnia nas nieogarnioną miłością i nadzieją, która przekracza granicę śmierci. Napełnieni tym światłem wyciągniemy do siebie rękę z opłatkiem, aby dzielić się zbawiającą miłością z nieba i miłością zrodzoną z pragnienia naszych serc (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).