Tekst Ewangelii (J 3,14-21): A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.
A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu».
«Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał»
Tydzień temu stwierdziliśmy, że zachowanie przykazań Bożych jest warunkiem ładu, warunkiem porządku w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. Dzisiejsze czytanie, jak echo tamtych rozważań przypomina nam, co może stać się z człowiekiem, a nawet z całym narodem, gdy przestaje on przestrzegać Bożego prawa, Bożych nakazów. Historia jest nauczycielką życia. Wyciągajmy więc wnioski, aby nie powtórzyło się w naszych czasach, na naszym narodzie doświadczenie Narodu Wybranego.
Kościół, poprzez wieki, przypomina człowiekowi wezwanie do zachowania Bożego prawa, do zachowania ładu moralnego. Wiele już razy był posądzony o zachowanie, o konserwatyzm, o nieliczenie się z zapotrzebowaniem współczesnych na wygodę i swobodę obyczajów. Pozostając wiernym swojej misji, Kościół kieruje się prawdziwym dobrem człowieka, niejednokrotnie broniąc człowieka przed nim samym, przypominając mu kim jest, mówiąc o jego godności i przeznaczeniu do chwały.
Dziś tak łatwo szafuje się hasłem wolności, którą próbuje się sprowadzić do sloganu „Róbta co chceta” i niestety, wielu za tym idzie. A my coraz bardziej boimy się wyjść z domu, nawet w biały dzień, bo skutki takiej filozofii już są opłakane…
mija połowa Wielkiego Postu. W samym środku tego czasu powagi i rozważania Męki Chrystusa Kościół rozpoczyna dziś liturgię Mszy św. słowami: „Raduj się Jerozolimo! Cieszcie się wy, którzyście się smucili, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy”. Skąd takie słowa wzywające do radości? Otóż, Bóg bogaty w miłosierdzie, mimo tylu niewierności, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, postanawia okazać swemu ludowi miłosierdzie i posyła Syna swego Jednorodzonego Jezusa Chrystusa, aby nas zbawił.
Obiecany Mesjasz przyszedł. Naucza, czyni znaki, uzdrawia na duszy i ciele.
Skoro uważamy się za wyznawców Chrystusa, za Jego uczniów, spróbujemy myślą i sercem uczestniczyć w tym spotkaniu Nikodema z Jezusem. Warto się przysłuchać tej rozmowie Nikodema z Mistrzem z Nazaretu, bo ona pozwala zrozumieć pewne problemy naszego życia, naszych czasów.
Nurtuje nas pytanie: jak pogodzić wielkie zbrodnie dziejące się w świecie, wojny, morderstwa, a także te codzienne małe i większe nieuczciwości i niesprawiedliwości z tym, co usłyszeliśmy z ust samego Jezusa? …
Po której stronie leży wina za to wszystko, co nas boli i upokarza? „…światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, aniżeli światło, bo de były uczynki”. Tu właśnie leży cała przyczyna, tu jest źródło zła i cierpienia, losu, jaki człowiek gotuje człowiekowi .
Nikodem przychodzi do Jezusa po odpowiedź na pytania, które nurtują jego serce. Szuka wartości większych, niż doczesne, a Pan stawia mu warunki: musi uwierzyć w Chrystusa nie tylko czyniącego cuda, ale przede wszystkim wiszącego na drzewie Krzyża…
. Te nocne rozmowy Nikodema przyniosły owoc. W Wielki Piątek Nikodem stanął po stronie Skazańca i wziął udział w Jego pogrzebie.
Tu stają przed nami pytania o naszą wiarę w Chrystusa i Chrystusowi. Bez uciekania się do wielkich teologicznych dowodów i definicji mamy odpowiedzieć, a właściwie każdego dnia odpowiadać swoim życiem, czy i jak wierzymy Temu, który za nas umarł oraz jak zachowujemy to, co On polecił nam spełnić…?
Być wyznawcą Chrystusa, to znaczy przyjąć pewien sposób życia, postępowania, zachowania się na co dzień.
Ojciec Święty Pan Paweł II w Encyklice Veritatis Splendor pisze „o niebezpiecznym i szkodliwym rozdźwięku między wiarą a moralnością.
Papież mówi, że „wielu ludzi myśli i żyje tak jakby Bóg nie istniał”.
Ta atmosfera szerzącego się zeświecczenia wpływa na postawy i zachowanie chrześcijan, sprawia, że ich wiara traci żywotność, jako nowa zasada myślenia i działania w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. Jakże często można dziś usłyszeć słowa: „Jestem katolikiem, jestem wierzącym, ale…” i tu padają wypowiedzi zupełnie sprzeczne, obce Ewangelii, obce nauce Chrystusa, niezgodne z podstawowymi zasadami naszej świętej wiary.
Słyszymy dziś o nowej Ewangelizacji. Ojciec Święty Jan Paweł II dostrzegał pilną potrzebę „ponownego odnalezienia i ukazania prawdziwego oblicza chrześcijańskiej wiary, które nie jest jedynie zbiorem tez wymagających przyjęcia i zatwierdzenia przez rozum, ale jest prawdą, którą powinniśmy żyć”.
Czym jest wiara? Wiara jest spotkaniem między wierzącym a Jezusem Chrystusem. Wiara musi być weryfikowana w codziennym życiu.
To nas, ludzi wierzących w Chrystusa, napomina dziś św. Paweł: „ postępujecie jak dzieci światłości, nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie.
Jakże często powołujemy się na swoją wiarę, na swoje chrześcijaństwo, a św. Jan sprowadza nas na ziemię i przestrzega: „Kto mówi: znam Go – Chrystusa – a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy”.
Kościół pragnie, aby nasza wiara była poparta świadectwem naszego życia. „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. (Mt 5,14-16).
Może zapytasz Bracie, Siostro: na czym opierać fundament wiary? Przypomnę jeszcze raz słowa Chrystusa: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. W tym zdaniu sam Jezus ukazuje fundament chrześcijańskiej wiary: jest nim prawda o niepojętej miłości Boga do każdego z nas.
Trzeba, byśmy i my, tak jak Nikodem, dostrzegli w zbawieniu ofiarowaną przez Boga w Chrystusie Jego Miłość.
Gdybyśmy bliżej znali dalsze dzieje Nikodema zobaczylibyśmy ile musiał przeżyć przeciwności i szykan ze strony opozycji faryzeuszów przeciw Jezusowi i Jego nauce.
Dziś ludziom wierzącym też trzeba nieraz wiele odwagi. Ta odwaga rośnie w sercu wraz z poznaniem Chrystusa i Jego Ewangelii, z umiłowaniem prawdy. Trzeba nam spotykać się z Chrystusem w Jego Słowie, na modlitwie, w Eucharystii. A to wymaga ciągłego nawracania się, ciągłego dostosowywania swego postępowania do wymagań Ewangelii.