2 listopada- Dzień Zaduszny

2 listopada- Dzień Zaduszny

Po Uroczystości Wszystkich Świętych, przeżywaliśmy wczoraj w Kościele, przychodzi dzień 2 listopada – dzień zadumy, refleksji i pochylania się nad Wszystkimi Wiernymi Zmarłymi, którzy odeszli z tego świata, a których dusze nie zaznały jeszcze spokoju, bo przeżywają czas próby i oczekiwania na wejście do nieba – czyli czyściec.

Czym więc jest czyściec?

Z pomocą przychodzi nam Katechizm, w którym czytamy, że „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” (KKK 1030).

Czyściec – jak wskazuje sama nazwa – to sprawa oczyszczenia, można by powiedzieć, jakiejś duchowej higieny. To konsekwencja ludzkich grzechów, które trzeba odpokutować.

Z tego wynika, że na spotkanie z Bogiem, który jest Miłością trzeba być przygotowanym. Trzeba być przygotowanym jak na spotkanie wybitnej persony.

Dusza czyśćcowa trwa więc w zasięgu Bożego spojrzenia! SAMA JEDNAK GO NIE WIDZI, o czym poucza nas wielu świętych mistyków! Pragnie Go ujrzeć, lecz nie jest w stanie.

Dla zobrazowania tej niemożności oglądania Boga wyobraźmy sobie, że mamy spojrzeć w oczy osobie nam najbliższej, którą ciężko zraniliśmy. Jest to istne cierpienie podsycane przez wyrzut sumienia. A co dopiero, kiedy trzeba spojrzeć w oczy samemu Bogu! Kiedy zanika wszelkie udawanie, iluzja, widzimy dokładnie swój grzeszny stan serca, a przed nami jest ten, kto wie o nas wszystko!?

Cierpienie czyśćcowe porównać można jeszcze do bólu wystawionych na niezwykle ostre światło oczu przyzwyczajonych do ciemności! Musi minąć jakiś czas zanim oczy nabiorą zdolności trwania przed tym światłem. W czyśćcu ciemność grzechu wystawiona jest na światłość prawdziwą, którą jest Bóg. Bóg spogląda na człowieka z miłością, a on oślepiony własnym grzechem, nie może spojrzeć w Jego kochające oblicze. Dopiero w pełni oczyszczony może osiągnąć uszczęśliwiające widzenie Boga .

Z tego wyraźnie wynika, że to człowiek jest przyczyną swego czyśćcowego cierpienia. Człowiek jest sprawcą grzechu, który go oddalił od miłości Boga. Człowiek, który nie nauczył się za życia miłości, musi się jej uczyć po śmierci i pokutować za swoje grzechy.

Trudna i bolesna jednak jest ta pośmiertna nauka. Św. Ojciec Pio powiedział kiedyś, że największe cierpienie na ziemi jest nieporównywalne z najmniejszym cierpieniem czyśćca.

Duszom czyśćcowym towarzyszy jednak radość, jak pisze św. Katarzyna z Genui. Wiedzą, że ich jedynym celem jest tylko Bóg, do którego się zbliżają. Są już zbawione.

Mimo tej radości z faktu zbawienia ogarnia je wciąż wielka tęsknota za Bogiem, za spotkaniem z Nim w pełni własnej miłości, którą umniejsza grzech. Oczekują więc na naszą pomoc, jakby na pomoc z zewnątrz. Same za siebie bowiem modlić się nie mogą.

Jak więc pomóc naszym zmarłym? Jakie są sposoby pomocy duszom czyśćcowym?

Na pierwszym miejscu jawi się Msza św. Tak orzekł Sobór Trydencki. Na ołtarzu w mistyczny sposób uobecnia się ofiara Jezusa na Kalwarii. To ofiara Boga dla człowieka!

Nie ma większego daru. Wielką siłę mają szczególnie msze św. Gregoriańskie. 30 mszy to dar bez ceny. Według mistyczki FulliHorak ,w dzień zaduszny wszystkie dusze idą pod ołtarze świata, by czerpać łaski z ofiar Mszy świętych. Cierpienia w czyśćcu na ten dzień ustają z Bożej łaski. Tak też mówiła s. Maria Gabriela w „Rękopisie z czyśćca”.

Modlitwa różańcowa to po mszy św. najskuteczniejszy środek pomocy. Według św. Faustyny Maryja przynosi ochłodę duszom czyśćcowym i dlatego nazywana jest przez nie „Gwiazdą Morza” (Dz 20).

Odpusty

Za dusze można ofiarować każdy drobiazg. Już choćby sam trud pójścia na cmentarz. Trzeba tylko świadomie to ofiarowywać. Intencja nadaje wartość i znaczenie każdemu wysiłkowi” .

Spójrzmy jednak jak często przechadzamy się po cmentarzu jak po parku! Coraz częściej widzimy w tym miejscu ludzi z papierosem w ręku… ze słuchawkami w uszach… z psem na smyczy… Może pamiętamy o naszych zmarłych, ale czy się za nich modlimy?! A może nasz pobyt przy grobie bliskiego ogranicza się do rodzinnego gawędzenia w stylu: „a mógł pożyć dłużej…”.

A obowiązkiem jest modlitwa za nich. Jesteśmy przecież jedną rodziną, jednym Kościołem! My pielgrzymującym na ziemi, a oni oczyszczającym się… I może być tak, że do dziś dręczą nas wyrzuty sumienia wobec kogoś, kogo zraniliśmy, kto jednak już odszedł do wieczności. Pamiętajmy, że modlitwa za tego człowieka może stać się wspaniałym darem, którego oczekuje! … jakimś sposobem przeprosin…

Zechciejmy wesprzeć te biedne dusze czyśćcowe naszymi modlitwami, a one nam się odwdzięczą. Mogą się bowiem modlić za nas i orędować w dniu śmierci i naszego sądu. Są bardzo wdzięczne za pomoc i uwolnienie z tak wielkiego cierpienia. Św. Katarzyna z Bolonii mówiła, że za ich wstawiennictwem szybciej otrzymywała łaski, niż za pośrednictwem świętych nieba!

Pomóżmy naszym zmarłym przeżyć ten oczyszczający czas cierpienia, by rychło mogli posiąść obiecane przez Chrystusa mieszkanie w DOMU OJCA.