12 niedziela zwykła

12 niedziela zwykła

Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?”. Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy, za kogo Mnie uważacie?”. Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9,18-24).

„ZA KOGO MNIE UWAŻACIE?”

Prawie każdy chce dobrze wypaść w oczach innych. Nie jest nam obojętne, co mówią i myślą o nas inni. To, jak bardzo liczymy się z opinią innych ludzi może być probierzem naszej dojrzałości. Człowiek o dojrzałej osobowości ma pewien trwały system wartości, z którym w pierwszym rzędzie konfrontuje swoje postępowanie. Dla ludzi wierzących te pozytywne wartości mają swe źródło w Bogu. Pytanie, co powiedzą, co pomyślą inni jest także ważne, ale schodzi na drugi plan. A wypadku rozbieżności ocen, człowiek o dojrzałej osobowości ma odwagę głosić i postępować według przyjętego systemu wartości, nawet gdyby to nie było akceptowane przez jego otoczenie. Ważniejsza dla niego jest ocena w oczach bożych. Zaś człowiek niedojrzały na pierwszym miejscu będzie stawiał chęć przypodobania się ludziom, nawet kosztem zaparcia się wcześniej przyjętych wartości, zaparcia się Boga.

We wtorek kościół katolicki obchodzi uroczystość św. Jana Chrzciciela, który bezkompromisowo głosił naukę Bożą. Niektóre z głoszonych prawd były trudne dla słuchaczy. Jednak św. Jan nie zabiegał o przypodobacie się ludziom. Mimo to ciągnęła do niego cała Galilea, jak mówi Pismo święte. Było zatem zapotrzebowanie na prawdę trudnych decyzji. Do nielicznych należeli ci, którzy woleli zabić prawdę niż jej słuchać. Należał do nich król Herod, któremu Jan Chrzciciel wypomniał zło, jakie uczynił, zabierając żonę swego brata. Zapłacił za to swoją głową, został ścięty.

Zwykle nie grozi nam ścięcie głowy za głoszenie trudnych prawd, a ponad to ludzie i tak o nas powiedzą, co zechcą, a zatem nie ma co zbytnio liczyć się z ludzką opinią. Opinia boża jest ważniejsza.

Pewnego ranka, szwedzki wynalazca i przemysłowiec Alfred Nobel zobaczył w jednej z gazet informację o swojej śmierci. Była to pomyłka dziennikarska. Nobel był zaszokowany tym, co wyczytał o sobie. A szczególnie zraniło go to, że w świadomości ludzi pozostał jako wynalazca dynamitu. Dynamit może służyć człowiekowi, ale przez człowieka był wykorzystywany także do zabijania. W nekrologu nawet nie wspomniano o jego wielkim sercu i poświęceniu dla bliźniego. Dzięki temu przedwczesnemu nekrologowi odkrył, że ludzie nie zauważyli w nim pozytywnych wartości, które on uważał za najważniejsze. Poczuł się całkowicie niezrozumiany. Podjął wtedy decyzję ufundowania nagrody, która ukazałaby światu jego wewnętrzne intencje służenia człowiekowi. Nagroda Nobla przyznawana jest ludziom, którzy przez swoją działalność czynią świat bardziej ludzkim, pomagają człowiekowi godniej żyć. Nobel osiągnął zamierzony cel; dzisiaj jest bardziej znany jako fundator Nagrody Nobla, niż wynalazcza dynamitu. Taka pamięć, opinia ludzka jest ważna, ale nasz obraz w oczach bożych jest ważniejszy.

Chrystus zadaje uczniom pytanie, za kogo uważają go ludzie. Pyta z innego powodu niż to czyni zwykle człowiek. Opinia ludzka nie miała żadnego wpływu na Jego postępowanie. Nie zmieniał nauki nawet wtedy, gdy nie podobało się słuchaczom. Krytykował obłudę faryzeuszy, mimo że ci byli uważani za najpobożniejszych w Izraelu. Nauczał, że Jego ciało będzie pokarmem na drodze do wieczności. To wywołało zgorszenie nawet wśród jego uczniów. Wielu odeszło wtedy od Jezusa. On jednak nie zmienił nauki, aby przypodobać się tłumom. On nie musiał niczego zmieniać, bo on był miarą prawdy, samą prawdą. Powie o sobie, że jest drogą, prawdą i życiem.

Jezus zadaje pytanie, aby ludzie jasno określili, kim On jest. To był sprawdzian dla jego uczniów, czy rozpoznają w nim zapowiedzianego Mesjasza. Bo przecież od tego poznania zależy spotkanie człowieka z Bogiem. A od tego spotkania zależy kształt życia człowieka tu na ziemi, jak i jego wieczność. A zatem, to nam jest potrzebne rozpoznanie Chrystusa. A gdy już go rozpoznamy i przyjmiemy Go jako Mesjasza, wtedy najważniejsze staje się podobanie Jezusowi a nie ludziom. Chociaż jedno z drugim może iść w parze.

Chrystus po wyznaniu Piotra mówi o cierpieniu. To też nie pasowało do wizji Mesjasza w świadomości jego uczniów. Wyobrażali, że Mesjasz oprócz chwały ziemskiej, jaka jest udziałem króla ziemskiego będzie jeszcze otoczony chwałą nieba. A tu Chrystus mówi, że będzie cierpiał. Czyż przez mówienie o cierpieniu można się było przypodobać uczniom? Piotr w pierwszym porywie chce temu zaprzeczyć, a wtedy Jezus skarcił go bardzo ostrymi słowami: „Zejdź mi z oczu szatanie”. Chrystus mówił także o chwale, do której dochodzi się przez cierpienie i krzyż. Była to chwała zmartwychwstania.

Chrystus idzie dalej. Mówi do tych, którzy chcą iść za Nim, aby zaparli się samych siebie wzięli swój krzyż i naśladowali Go, a przez to zyskają życie wieczne. Chrystus nie głosi łatwej drogi. Nie dba o przypodobanie się ludziom. Wzywa do pójścia nawet wbrew sobie i innym. Jest to droga zachowania prawdziwego życia.

Generał Garibaldi w deklaracji do narodu włoskiego napisał: „Wszystkie wysiłki powstrzymania wrogiej armii spełzły na niczym. Nic nie mam wam do zaofiarowania, tylko głód, pragnienie, nędzę i śmierć. Ale wzywam każdego, kto kocha ojczyznę, aby przyłączył się do mnie”. Na takie wezwanie odpowiedziała cała Italia. Do armii Garibaldiego zgłaszali się biedni i bogaci, młodzi i starcy. Wszyscy byli zaskoczeni, że ta armia woluntariuszy zadała klęskę Francuzom.

Chrystus wzywa do pójścia za Nim. Jest to droga trudna. Wymaga czasami zaparcia się samego siebie. Postępowania wbrew opinii publicznej. Jednak ten, kto pójdzie tą drogą zyska prawdziwe życie. Odniesie zwycięstwo. Już tu na ziemi można mieć przedsmak tego zwycięstwa, a jego pełnia okaże się wtedy, gdy staniemy w blasku Tego, który przez zmartwychwstanie zwyciężył śmierć .