XVI Niedziela okresu zwykłego

XVI Niedziela okresu zwykłego

Tekst Ewangelii (Łk 10,38-42): W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».

GOŚĆ W DOM

W samo południe upalnego dnia Abraham siedział w cieniu dębów Mamre. W oddali dostrzegł trzy ludzkie postacie. Zapewne kierowany odruchem ludzkiej gościnności i bożym natchnieniem wyszedł im naprzeciw, zapraszając w gościnę. Przyniósł wody, aby obmyli sobie ręce i nogi oraz zaproponował odpoczynek w cieniu drzew. W tym czasie żona jego Sara szybko upiekła podpłomyki, zaś Abraham wybrał dorodne cielę, z którego kazał słudze przygotować posiłek dla gości. A gdy spożywali przygotowane dary jeden z tajemniczych gości powiedział, że za rok wróci, a wtedy Sara będzie miała syna. Abraham bardzo pragnął mieć syna, ale ze względu na podeszły wiek, zarówno swój jak i żony nie miał takiej nadziei. Uwierzył jednak przybyszowi, bo był przekonany, że przyszedł do niego w gościnę wysłannik nieba. Po roku rzeczywiście Sara urodziła syna, a Abraham nie miał już żadnych wątpliwości, że przed rokiem, zapraszając w gościnę umęczonych wędrowców, zaprosił samego Boga.

Ta biblijna scena nie pozostała zapewne bez wpływu słowiańską gościnność. Znane jest polskie przysłowie „Gość w dom – Bóg w dom”. Drzwi wiejskiej chaty były zawsze otwarte dla każdego. Każda pora dnia była odpowiednia na przyjęcie gości. Gość nigdy nie czuł się, że przyszedł nie w porę. Nikt nie musiał się wcześniej zapowiadać.

Tak było na wsi wiele lat temu. Dzisiaj, w innym środowisku jest prawie niemożliwe naśladowanie takiej formy gościnności. Ale wcale to nie znaczy, że mamy zrezygnować z praktykowania przysłowia: „Gość w dom – Bóg w dom”. Nasz dom, nasze serce mają być otwarte dla bliźnich, bo przez nich, bardzo często przychodzi do nas łaska Boża. Do czynników, które w dzisiejszych czasach wpływają destrukcyjnie na gościnne otwarcie się należą: Po pierwsze- interesowność. Rodzi ona pytanie, jakie korzyści będę miał z tych odwiedzin. Po drugie – zapracowanie, które jest wynikiem pogoni za pieniądzem. Ta pogoń staje się niebezpieczna, gdy przesłania rodzinę i ewentualnego gościa. Po trzecie- telewizja, która może stać się wrogiem gościnności numer jeden. Naprawdę możemy zdenerwować gospodarza domu, gdy go odwiedzimy w czasie oglądania ulubionego programu. Albo też w ogóle nie będzie się przejmował obecnością gościa, tylko z zaciekłością maniaka przylgnie wzrokiem do szklanego ekranu.

Fragment Ewangelii zacytowany na wstępie mówi także o gościnności. Jezus odwiedza dom Marty i Marii. Obydwie ucieszyły się z tej wizyty. Jednak odmiennie starały się przyjąć Jezusa. Marta przygotowuje przyjęcie. Biega od kuchni do spiżarni, przygotowuje posiłek, nakrywa stół. Maria zaś usiadła u stóp Jezusa i z wielką uwagą słuchała Jego słów. Wobec tego zrozumiała jest pretensja Marty do Marii. Dlaczego ona nie pomaga w przygotowaniu posiłku dla Chrystusa? Zapewne odpowiedź Chrystusa zaskoczyła nie tylko samą Martę, ale i tych, którzy byli świadkami tej sceny. “Marto, Marto, martwisz i niepokoisz się o wiele, a potrzeba mało, albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Brzmi to jak nagana zabiegania Marty i pochwała zasłuchania Marii. A zatem jaką przyjąć postawę w życiu, Marty czy Marii? Bez zabiegania Marty nie można odpowiednio ugościć przybysza. Podobnie bez słuchania gościa nie można go godnie przyjąć. A zatem w naszym życiu ważne są obydwie postawy, które muszą ze sobą harmonijne współgrać. Potrzebne jest zabieganie Marty i zasłuchanie Marii. Źle się dzieje, gdy przez zabieganie nie mamy czasu wysłuchać naszego gościa.

W tej przypowieści jest mowa o Bogu, który przychodzi do nas w gościnę. Dla ilustracji tego przyjścia użyję obrazu I Komunii św. Wiąże się z nią wiele przygotowań w domu i w kościele. Próby, stroje, prezenty, przyjęcia. To wszystko jest potrzebne, ale może przesłonić najważniejszego momentu, kiedy to kapłan podając dziecku białą hostię mówi: „Ciało Chrystusa”. Bo gdy przesłoni, wtedy najważniejszy gość przejdzie niezauważony.

Pośród codziennego zabiegania tak ważna jest chwila rozmowy z Bogiem, chwila modlitwy. Chociaż i modlitwa może być zabiegana przez wielość słów i przerost zewnętrznej formy. Do księdza przyszła kobieta i powiedziała, że przez czternaście lat modliła się nieustannie i nie odczuła szczególnej obecności Boga w swoim życiu. Zadał jej pytanie: „A gdy się modliłaś, czy dałaś Bogu szansę, żeby wszedł w twoje słowa?” „Nie, ja cały czas do Niego mówiłam. Czy to nie jest modlitwa?” – pyta kobieta. „Sądzę, że nie” – pada odpowiedź. „Radziłbym ci- piętnaście minut dziennie usiąść w zasłuchaniu przed obliczem Boga”. Kobieta usłuchała tej rady. Po niedługim czasie ponownie zjawiła się u metropolity i powiedziała: „To nadzwyczajne, gdy tylko mówię słowa modlitwy, nic nie czuję. Ale gdy w milczeniu usiądę przed Bogiem i słucham Go, wtedy czuję, jak mnie wypełnia Jego wszechpotężna obecność.