23 niedziela zwykła

23 niedziela zwykła

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: »Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć«. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,25-33).

PRZEZ CIERPIENIE KU MĄDROŚCI

Stawiamy sobie w życiu różne cele. Realizacja ich daje poczucie spełnienia i radości. Albert Einstein powiedział: „Kto chce znaleźć w życiu szczęście, powinien związać się z jakimś celem, a nie z ludźmi czy rzeczami”. Ludzie w naszym życiu są ważni, ale mogą zawieść i wtedy stajemy z pustką w sercu. Rzeczy też są ważne, ale nie są w stanie spełnić naszych ostatecznych oczekiwań. Pisarz, trapista, myśliciel Tomasz Merton pisze, że rzeczy materialne mogą człowieka zmylić, oszukać w odnajdywaniu najważniejszego celu życia. Nie pomijając ludzi i rzeczy, ostateczny cel odnajdujemy poza nimi. Tu warto posłuchać poety Leopolda Staffa: „Celem życia człowieka jest wędrówka do Boga”.

Mędrzec biblijny, zacytowany na wstępie mówi o trudności odnajdywania celu życia. Nieraz trudno jest odnaleźć zamysł boży w tym skomplikowanym, zapędzonym świecie. Nasze przewidywania, jak mówi mędrzec są zawodne. Wyśpiewujemy to w jednej z pieśni: „Nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz. Tylko Boże miłosierdzie nie zawodzi nigdy nas”. „Ziemski przybytek obciąża lotny umysł” – pisze mędrzec. Odnosi się to nie tylko do naszego ciała, ale wszystkiego, co w życiu zachłannie gromadzimy. Ta zachłanność przytłumić nie tylko lotność naszego umysłu, ale i duszę stłamsić.

Biblijny mędrzec poucza nas, że w tym szukaniu nie jesteśmy zdani tylko na samych siebie. Bóg zsyła Mądrość i udziela Świętego Ducha. Żydowski filozof Filon nazwał mądrość “córką Boga”. Izraelita uczył się od dziecka, że mądrość to skarb, który trzeba przedkładać nad wszystkie inne dobra tego świata. Prawdziwa mądrość pochodzi przecież od Boga. Mądrość Boża zaprasza człowieka do siebie, szukającemu daje się poznać i wskazuje kierunek, chce w człowieku zamieszkać i obdarzać go wielkimi dobrami.

Ta mądrość w Chrystusie przybrała konkretny kształt. A zatem, spotkanie i przyjęcie Chrystusa jest odnalezieniem najgłębszego celu swego życia.Wybór Chrystusa związany jest z często z krzyżem.

Pewnego razu do Matki Teresy z Kalkuty przyszli młodzi ludzie, którzy pragnęli przyłączyć się do wspólnoty założonej przez nią. Matka Teresa nie pozostawiła im żadnych wątpliwości, co do drogi, na jaką się decydują. Powiedziała: „Nasza praca jest ciężka. Służymy biednym i bezdomnym dwadzieścia cztery godziny na dobę.” Młodzi ludzie nie zrazili się taką perspektywą. Włączyli się w tę służbę. Odnaleźli w niej radość i poczucie sensu swojego życia.

Chrystus powie do tych, którzy chcą iść za Nim. „Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną , ten nie może być moim uczniem”. Chrystus nie mami złudnymi obietnicami łatwizny życiowej. Ci, którzy są świadomi wartości, jakie obiecuje Chrystus są gotowi zapłacić nawet najwyższą cenę. Pierwsi Jego uczniowie zapłacili taką cenę, cenę życia.

Trudne życiowe doświadczenia, które odbieramy jako ciężki krzyż właściwie przeżyte mogą ubogacić nasze życie wartościami, których na innej drodze nie sposób zdobyć. Doświadczył tego rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski. W wieku 25 lat napisał pierwszą powieść pt. „Biedni ludzie”, która przyniosła mu rozgłos i postawiła go w rzędzie najwybitniejszych pisarzy. W 1849 r. Dostojewski został aresztowany i skazany na karę śmierci. Tuż przed egzekucją został ułaskawiony, a karę śmierci zamieniono na cztery lata katorgi syberyjskiej i służbę wojskową. Na zesłaniu Dostojewski przeżył duchową przemianę. Dziesięć lat udręki były dla niego okresem wielkiego wzrostu duchowego, mocy i autorytetu. Ilekroć ktoś zadawał mu pytanie, jakim prawem wypowiada się w imieniu ludu i pisze o nim, on podnosił nogawkę spodni i pokazywał blizny, jakie pozostały po więziennych łańcuchach. A tym, którzy okazywali mu współczucie ze względu na cierpienia, jakie przeszedł na zesłaniu, odpowiadał: „Więzienie ocaliło mnie. W więzieniu stałem się całkiem nowym człowiekiem. Syberyjskie i więzienne udręki przemieniły się dla mnie w wielką radość. Tylko tam byłem w stanie prowadzić czyste życie i zakosztować prawdziwego szczęścia. Tam jasno poznałem, kim jestem i tam nauczyłem się rozumieć Chrystusa.

Gdyby Dostojewski w swoim cierpieniu rozminął się z Chrystusem zapewne ten czas byłby tylko wspomnieniem bezsensownego cierpienia. Stało się inaczej. Chrystus roztoczył przed Dostojewskim nowe perspektywy. Przemienił katorgę w zysk. Jest to jeden z aspektów ewangelicznego wezwania do zaparcia się samego siebie. Drugi mówi o wyrzeczeniach, jakie wiążą się z wyborem drogi proponowanej przez Chrystusa. Zbawienie, jakie przynosi Chrystus ma swoją cenę. Jest ona wyrażona w słowach: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Nie chodzi tu o nienawiść w sensie psychologicznym, ani też o mniejszą miłość w sensie uczuciowym, ale o inne ułożenie wartości, które wymaga od człowieka ofiary. Chrystus ma być na pierwszym miejscu, nawet przed tak bliskimi naszemu sercu osobami. Ma On być także przed tym wszystkim, co posiadamy: „Tak, więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Może to być odbierane jako krzyż, który jednak trzeba przyjąć, aby znaleźć się w gronie uczniów Chrystusa: „Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”.

Przypowieść o budowniczym wieży mówi o konieczności wewnętrznej dyspozycji tych, którzy chcą iść za Chrystusem. Nie wystarczy zachwycić się nauką Mistrza, trzeba być gotowym do konsekwentnego kroczenia tą drogą. Jeśli tego zabraknie uczeń Chrystusa podobny jest do budowniczego wieży, który przeliczył się w swych możliwościach, nie dokończył rozpoczętej budowy i naraził się na śmiech sąsiadów.

Taką sytuację może zilustrować polowanie na małpy. W jednym z afrykańskich plemion myśliwi drążą w drzewie dziuplę, do której wkładają ulubione przez małpy orzechy. Małpa chwyta pełną łapą przysmaki, ale łapa pełna orzechów nie mieści się w otworze dziupli. Małpie jednak nie przyjdzie do głowy, aby wypuścić orzechy i uciec przed zbliżającymi się myśliwymi. Płaci swoją wolnością za garść orzechów.

Czasami uczniowie Chrystusa kurczowo trzymają w ręku przemijające wartości, tak, że nie są w stanie pójść za Chrystusem. I tym sposobem omija ich prawdziwa, zbawiająca miłość Chrystusa