Głupcze … komu przypadnie to co nagromadziłeś …

Głupcze … komu przypadnie to co nagromadziłeś …

Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami i wszystko marność ...” Ale ty w to nie wierzysz. Ty jesteś przekonany, że będziesz żył wiecznie i dobra, które tak skrupulatnie gromadzisz będą ci zawsze służyć! Można by wpaść w apatię i przygnębienie słuchając słów Koheleta lub słów Jezusa, który potwierdza mądrość zawartą w pierwszym czytaniu. Można by, gdyby nie fakt, że Jezus daje jednocześnie odpowiedź na pytanie: „A co w zamian?” „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą ...” to co macie, wykorzystujcie raczej do czynienia dobra i w ten sposób gromadźcie sobie skarby trwałe, w niebie.

Dawno temu ktoś napisał  w bardzo poetycki, a zarazem wstrząsający sposób:

Co cię zajmuje rzeźbiarzu mgły i tkaczu przygodności?
Wyrywasz istnienie z zawiasów, idziesz w swoją stronę.
Aresztujesz duszę niebosiężnym murem materialności i zmysłowości.
Wsiadasz do – moralnie prowizorycznego – wehikułu,
|oddajesz się w ręce ‚inżynierów zepsucia’
i zanurzasz się w obszarach chaosu, cywilizacji śmierci.
Pędzisz sytą autostradą powierzchowności,
|ukrywasz przed Krzyżem w laboratoriach doczesności,
w pałacach rozrywki, w prywatnych wytwórniach bezsensownego sensu.
Mozolnie haftujesz czarodziejską impregnację przeciwko cierpieniu i przemijaniu,
przeciwko wieczności i niebu …

I trwa w tobie odejmowania życia…
I znajdują cię nieprzytomnego w duchowych slumsach. 

Uwieczniamy się w czasie.
Ileż zostanie w nas z wiecznego,
gdy świat zasypuje człowieka ofertami zabijania czasu,
spróchniałą materialnością?
Wciąż wlecze w sobie człowiek syndrom syna marnotrawnego,
który jakby nieuchronnie musiał przechodzić
przez obszar zamiany królewskiego jadła … na karmę wieprzów.

I stale powracające słowa Koheleta:
Marność nad marnościami i wszystko marność …
i pytanie Jezusa:
Głupcze, komu przypadnie to, co tak zachłannie gromadzisz?

Jakże często w pogoni za dobrami materialnymi, za luksusem, za wygodą, za zyskiem i sukcesem zapominamy o tej prostej prawdzie, którą z taką bezwzględnością przypomina nam Hiob: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę.”  i nic z tego świata ze sobą nie zabiorę. Na pewno nic z tego co nagromadziłem, a jeśli już – to raczej to, co rozdałem …