Jesteśmy bardzo często jak ludzie z dzisiejszej Ewangelii, szukający Chrystusa dla swoich celów. Spragnieni raczej doczesności i szukający zaspokojenia naszych materialnych potrzeb nie zwracamy uwagi na coś głębszego i dla naszych oczu zakrytego. O gdyby się tak objawił nam się jako rozmnażający chleb, a jeszcze lepiej dolary lub Euro… Niewątpliwie wszyscy bylibyśmy gotowi mu uwierzyć, ogłosić go, co najmniej prezydentem lub ministrem finansów. Ale że nam proponuje jakiś tam „chleb życia”… któż by się takimi banialukami przejmował. Spróbuj powiedzieć te słowa Chrystusowe o chlebie życia swojemu szefowi w pracy, albo nawet swojej koleżance, z którą pracujesz w tym samym pokoju biurowym… i co? jaka byłaby reakcja? Uśmiech politowania na twarzy „zaczepionego”, wymowny gest palcem na czole, zdziwienie i strach w oczach… Ale kiedy pojawiają się współcześni „prorocy” , to iluż jest gotowych takim „prorokom” uwierzyć?
Troszczymy się bardzo o ten chleb, który ginie, troszczymy się bardzo o doczesność. Ale czy czasami nie zapominamy o czymś daleko ważniejszym? Ile wagi i uwagi przykładamy do wykształcenia naszych dzieci? Ile troski zajmuje nam urządzenie mieszkania, budowa domu, urządzenie ogródka… a ile czasu i uwagi poświęcamy naszym sprawom religijnym i duchowym? Troszczymy się za bardzo o ten chleb, który ginie, zaniedbując jednocześnie coś daleko ważniejszego. Łakniemy i pragniemy, pożądamy i nie mamy, … i stale biedni jesteśmy i stale ubodzy, stale głodni i nienasyceni…
Dlaczego tak łatwo wierzymy wszystkim „doczesnym prorokom” obiecującym nam ziemski, doczesny raj, który stale ukrywa się za kolejnym zakrętem historii, a tak trudno jest nam uwierzyć i zaufać Chrystusowi? Troszczymy się bardzo o pokarm, który ginie i który nasycić nie może, a lekceważymy sobie całkowicie pokarm, który daje życie wieczne.
Odmień Panie nasze serca, abyśmy dostrzegli, co naprawdę jest nam do życia potrzebne.