Kazanie świętego Franiszka

Kazanie świętego Franiszka

Pewnego dnia święty Franciszek, wychodząc z klasztoru, napotkał brata Ginepro. Był on bardzo prostym, dobrym człowiekiem i święty Franciszek bardzo go kochał.

Spotkawszy go, powiedział:

– Bracie Ginepro, pójdź ze mną, będziemy głosić kazania – poprosił.

– Ojcze mój, odpowiedział brat – wiesz przecież, że jestem za mało wykształcony. Czy mogę więc przemawiać do ludzi?

Święty Franciszek nalegał jednak i brat Ginepro wreszcie się zgodził. Wędrowali przez całe miasto modląc się w ciszy za wszystkich tych, którzy pracowali w warsztatach i ogrodach. Uśmiechali się do dzieci, szczególnie tych bardzo biednych. Zamieniali kilka słów z najstarszymi. Dotykali chorych. Pomogli pewnej kobiecie dźwigać ciężki dzban z wodą.

Kiedy przemierzyli już kilkakrotnie całe miasto, święty Franciszek powiedział:

– Bracie Ginepro, czas byśmy powrócili do klasztoru.

– A nasze kazanie?

– Wygłosiliśmy je już… Wygłosiliśmy – odpowiedział z uśmiechem Święty.

Jeśli twoje ubranie jest przesiąknięte zapachem mchu, nie ma potrzeby byś mówił o tym wszystkim. Zapach będzie mówił sam za siebie.

Najlepszym kazaniem jesteś ty sam.

Syn kupca, początkowo beztroski król biesiad i młodzieży asyskiej. Po nawróceniu, żyjąc w radosnym ubóstwie głosił wszystkim miłość Bożą i zgodnie z poleceniem Chrystusa naprawiał Jego Kościół. Założyciel zakonów franciszkańskich, twórca idei szopki bożonarodzeniowej, kanonizowany zaledwie 2 lata po śmierci – św. Franciszek z Asyżu – poeta i mistyk, który aż po dziś dzień nie odszedł w zapomnienie.

Św. Franciszek urodził się w Asyżu pod koniec 1181 lub na początku 1182 roku, jako syn bogatego kupca Piotra Bernardone i jego żony Piki. Na chrzcie otrzymał imię Jan, które po powrocie ojca z podróży handlowej do Francji zostało zastąpione imieniem Francesco – Franciszek. Pierwszą formację religijną otrzymał od bardzo pobożnej matki. Święty nauczył się czytać i pisać w szkole parafialnej św. Jerzego w Asyżu, a następnie uzupełnił swoje skromne wykształcenie elementami rachunku, poezji i muzyki.. Wychowywany był na szlachcica, który miał przejąć majątek i handel.

Ojciec Franciszka rozszerzał aż za granicę obszar swojego handlu. Franciszek, mając 14 lat został przydzielony do sklepu ojca, by zaprawiać się w sztuce kupieckiej (ok. 1196 r.). Nie sprawdził się jako handlarz, miał zbyt rozrzutny tryb życia i nie umiał trzymać przy sobie pieniędzy. Franciszek został obwołany królem biesiad i królem młodzieży asyskiej, ubierał się w sposób osobliwy i jaskrawy, brał udział w zabawach i śpiewach na wieczornych spotkaniach z przyjaciółmi.

Jako młodzieniec prowadził życie beztroskie. Marzył o rycerskiej sławie, chętnie wiec wziął udział w 1202 roku w bitwie Asyżan z mieszkańcami sąsiedniego miasta Perugii, co skończyło się dla niego krótką niewolą. Do domu wrócił chory. Pod wpływem niewoli i cierpienia przeżył wielki przełom duchowy. Zerwał z tym wszystkim, co dotychczas było treścią jego życia, oddając się całkowicie Bogu.

Franciszek miał piękny sen, śniło mu się, że wchodzi do zamku pełnego wojennego oręża. Na pytanie, czyj to zamek i czyja jest ta broń, usłyszał odpowiedź: „To wszystko jest twoje i twoich rycerzy”. Zachęcony w ten sposób znowu kupuje sobie zbroję, konia, giermka i wyrusza na wojnę do Apulii. Pewien zwycięstwa i zaszczytów, o których usłyszał we śnie nie boi się ogłaszać, że zostanie rycerzem a może nawet księciem. W drodze jednak zapada na zdrowiu i ma drugi sen, w którym słyszy głos: „Franciszku, komu lepiej jest służyć panu czy słudze? Panu, odpowiedział Franciszek. Dlaczego więc zostawiasz Pana a idziesz za sługą? A Franciszek: Panie, co chcesz abym czynił? Wróć do swej ziemi rodzinnej, ponieważ tam dokonam duchowego wypełnienia twojej wizji”.

To co do tej pory wydawało mu się wspaniałe – zabawy, przyjaciele, biesiady – straciło na wartości. Franciszek coraz częściej był zamyślony, zostawał z tyłu hałaśliwej grupy swoich kompanów. Król młodzieży asyskiej, sercem był już gdzie indziej i niebawem zerwał z tym wszystkim, co dotychczas było treścią jego życia, oddając się całkowicie Bogu.

Pewnego dnia przybył jako pielgrzym do Rzymu. Z miłości do ubóstwa zdjął swoje miękkie szaty i okrył się szatami jednego z ubogich. Usiadł między biedakami przed kościołem świętego Piotra w przedsionku, który jest miejscem pełnym żebraków. W ten sposób chciał osobiście doświadczyć czym jest prawdziwe ubóstwo.

Stopniowa przemiana Franciszka miała swój kolejny etap w spotkaniu z trędowatym. Do tej pory, chorych na trąd omijał z daleka i nie było dla niego nic bardziej odrażającego. Jadąc pewnego razu konno w pobliżu Asyżu zobaczył na wprost siebie trędowatego. Chociaż zdjął go niemały wstręt i obrzydzenie, zsiadł z konia i przystąpił, by go ucałować. Trędowaty wyciągnął rękę, by coś otrzymać, a on wręczył mu pieniądze i ucałował. Gdy wsiadł na konia, trędowatego już nie było. Franciszek zrozumiał, że był to sam Jezus, który utożsamia się z tymi najmniejszymi. Od tej pory zaczął im służyć, obmywając rany, karmiąc i pocieszając.

Franciszek błąkał się pewnego dnia w pobliżu starego, zniszczonego i niemal całkowicie zapomnianego kościoła Świętego Damiana. Pod natchnieniem wszedł do środka i zaczął się modlić. W czasie tej modlitwy krucyfiks poruszył ustami i przemówił: „Franciszku, idź i odbuduj mój kościół, gdyż popada w ruinę!”. Franciszek przyjął słowa Jezusa dosłownie i zaczął odbudowywać zrujnowany kościół. Nie tak należało jednak rozumieć słowa, które usłyszał z krzyża…

W 1206 r. Franciszek rozpoczął życie pustelnika, nauczając o konieczności ubogiego i prostego życia opartego na Słowie Bożym. Jego ojciec nie chciał o tym słyszeć. Przed sądem biskupim oskarżył syna o kradzież pieniędzy i nieposłuszeństwo. Zagroził także, że jeśli nie wróci do poprzedniego stylu życia to go wydziedziczy i przestanie uważać za swojego syna. W odpowiedzi na to Franciszek oddał ojcu wszystko co od niego dostał, także ubranie i stanął przed nim nagi mówiąc: „Od tej pory będę mówił Ojcze nasz któryś jest w niebie”.

W 1208 r. w położonym koło Asyżu kościółku Matki Bożej Anielskiej, zwanym Porcjunkulą Franciszek uświadomił sobie, iż Bóg wzywa go do duchowej odnowy Kościoła. Środkiem do tego ma być ewangeliczne życie w ubóstwie i apostolstwo, na wzór Chrystusa i Apostołów. Odziany w zgrzebny habit: tunika w formie krzyża, przepasana białym sznurem, zaczął głosić słowo Boże i nawoływać do pokuty. Przy tym nie zaniedbywał posługi miłosierdzia względem chorych, najbardziej wówczas cierpiących i opuszczonych, mianowicie trędowatych.

Dotychczas św. Franciszek sam był często niezrozumiany i wyśmiewany, teraz jednak zaczęli się do niego przyłączać coraz liczniejsi naśladowcy, a także naśladowczynie. W ten sposób stał się założycielem trzech zakonów: braci mniejszych – Franciszkanie (1209 r.), sióstr klarysek (1211 r.) i tercjarzy (1221 r.). W skład wspólnoty jego naśladowców wchodzili zarówno kapłani, jak i świeccy. Sława jego życia zataczała coraz szersze kręgi.

Pierwszym naśladowcą św. Franciszka był Bernard, bogaty młodzieniec, z którym jeszcze niedawno bawił się na ulicach Asyżu. Zaraz po nim dołączyli inni, starając się naśladować swojego duchowego Ojca, żyjąc w ubóstwie i prostocie. Choć ludzie uważali ich za świętych, oni sami wiedzieli, że są grzesznikami i potrzebują życia pokuty by dostać się do nieba. Franciszek napisał dla nich prostą regułę i postanowił prosić Papieża o jej zatwierdzenie.

Gdy św. Franciszek przybył do Rzymu, dowiedział się, że nie jest łatwo zobaczyć się z papieżem. Zostając więc przed kościołem, modlił się, by Bóg pokazał mu co ma czynić. Jak podają źródła franciszkańskie, papież miał w nocy sen, w którym widział, że Bazylika na Lateranie zaczyna się walić. Wtem podbiegł do niej mały człowiek, który podpierając ją, przywrócił do dawnego stanu. Papież następnego dnia rozpoznał w tym człowieku św. Franciszka i zatwierdził jego regułę.

Św. Franciszek nie przyjął święceń kapłańskich, a jedynie diakonat. Wędrując, wzywał do pokuty w sposób prosty i jasny dla zwykłych ludzi. Bóg wyposażył go w liczne charyzmaty – dary swej łaski, a Kościół ze swej strony popierał działania Franciszka. Przemawiał on do wszystkich w szczerości słowa i z odwagą, głosząc prawdę bez upiększeń czy pochlebstw. Jego proste, żarliwe i dociekliwe słowo wszystkim przywoływało wspomnienie o Stwórcy i Jego przykazaniach, sprawiedliwość i miłosierdzie Boga. Bardzo charakterystycznym rysem Franciszkowego przepowiadania, który bardzo często powtarza się w jego pismach, jest bardzo głęboki szacunek dla wszystkich kapłanów, nie pomijając kapłanów-grzeszników, przez wzgląd na godność ich święceń oraz cześć dla Kościoła. Nauczał również o szacunku i czci dla wszystkich: bogaczy i panów, sług i ubogich, dobrych i złych.

Mimo tego, że bracia byli już znani, nie brakowało też tych, którzy obrzucali ich obelgami. Bracia zachowywali jednak pokój i cierpliwość, prosząc w modlitwach o nawrócenie prześladowców.

W 1219 r., w czasie V Krucjaty, św. Franciszek, podczas oblężenia Damietty w Egipcie, dokonał sławnej próby nawrócenia sułtana al-Kamila. Św. Franciszkowi nie udało się nawrócić sułtana i jego ludu na wiarę chrześcijańską, jednak tym spotkaniem dał świadectwo, że można ze sobą uprzejmie rozmawiać i zachować między sobą pokój, nawet mimo przeciwnych sobie stanowisk.

Po powrocie z Krucjat, pragnąc ożywić w ludziach miłość do Chrystusa i przedstawić ludowi bardziej konkretnie i naocznie tajemnicę Bożego Narodzenia, w noc Bożego Narodzenia 1223 r. urządził w Greccio pierwszy żłóbek. W otoczeniu licznego tłumu przy grocie posługiwał jako diakon do Mszy świętej.

Św. Franciszek oddawał się życiu w kontemplacji, spędzał czas na długich modlitwach, rozważaniach i postach. W połowie września 1224 r. modląc się na górze Alwerni, otrzymał stygmaty, czyli rany Męki Chrystusowej. Ukazał mu się sam Chrystus ukrzyżowany w postaci serafina skrzydlatego i ognistego, który wycisnął na jego ciele żywe stygmaty Męki Pańskiej: otwarte i krwawiące rany, z cielesnymi gwoźdźmi o długich i zakrzywionych ostrzach, na rękach i stopach oraz w boku. Ostatnie dwa lata swojego życia przeżywał w przewlekłych męczarniach, dotknięty ponadto ciężką chorobą oczu, której nabawił się na Wschodzie.

Stygmaty i ciągle pogarszający się stan zdrowia nie zgasiły w sercu św. Franciszka pragnienia głoszenia Ewangelii. Postanowił jeździć na osiołku jak Jezus, by w ten sposób nieść Dobrą Nowinę, a gdy to było niemożliwe, pisał listy i prosił, by bracia robili kopie i przekazywali je sobie nawzajem. Św. Franciszek do samego końca pałał gorliwością o Chwałę Bożą, a tuż przed śmiercią wołał do braci: „Bracia, póki mamy czas czyńmy dobrze”. Leżąc w wielkich cierpieniach potrafił pocieszać zgromadzonych braci, kierując ich myśli ku szczęściu wiecznemu.

Zakończył swoje życie w sobotę wieczorem 3 października 1226 r. w wieku 45 lat. Dwa lata później został wyniesiony na ołtarze przez Grzegorza IX. 25 maja 1230 r. ciało Świętego przeniesiono na Wzgórze Rajskie, do nowej wspaniałej Bazyliki św. Franciszka, którą wzniesiono z woli Grzegorza IX. Bazylika wraz z przyległym do niej Świętym Konwentem została ogłoszona głową i matką całego zakonu Franciszkanów.

Św. Franciszek cieszy się wciąż powszechnym szacunkiem, sympatią i miłością, nie tylko wśród katolików, ale także ze strony chrześcijan innych wyznań, a nawet nie-chrześcijan. Bez niego również i w dzisiejszym świecie byłoby mniej miłości, wiary i nadziei w miłosierdzie Stwórcy. W 1980 r. Jan Paweł II ogłosił go patronem ekologów, zabiegających o ochronę naturalnego środowiska człowieka.