BĘDZIESZ MIŁOWAŁ PANA, BOGA SWEGO

BĘDZIESZ MIŁOWAŁ PANA, BOGA SWEGO

Lary Skutnik, lat 28 był skromnym urzędnikiem państwowym Waszyngtonie. 13 stycznia 1982 r. po południu nad miastem rozszalała się burza śnieżna. Lary, wracając z pracy do domu utknął w korku drogowym na jednym z mostów na rzece Potomac. Szybko się zorientował, że samolot z 78 osobami na pokładzie spadł do rzeki. Wysiadł z samochodu i zobaczył trzech pasażerów wspinających się na ogon samolotu, który powoli zanurzał się w wodzie. Helikopter zabrał dwóch z nich, zaś trzeci wpadł do lodowatej wody i zaczął tonąć. Lary nie zastanawiając się zdjął buty i marynarkę i skoczył do wody, ratując życie tonącej kobiecie. Po jej uratowaniu chciał natychmiast wracać do domu. Pozwolono mu na to dopiero po krótkim przebadaniu w szpitalu.

Cała ta scena bohaterskiego czynu była transmitowana przez telewizję. Następnego dnia po obudzeniu się Lary zauważył, że o tym czynie głośno było w prasie, radiu i telewizji. Okrzyknięto go bohaterem narodowym. „Czułem się skrępowany, słysząc, jak mnie nazywano bohaterem- powiedział później- Ja zareagowałem na to instynktownie. I to tylko tyle”. Według Larego był to zwykły, normalny ludzki odruch, a nie bohaterski czyn.

„Będziesz miłował (…) twego bliźniego jak siebie samego”. Miarą miłości bliźniego ma być miłość samego siebie. Dostrzegamy wielkość tego wymagania, gdy uświadomimy sobie, jak wiele jesteśmy gotowi uczynić dla samych siebie. I właśnie ta gotowość ma być miarą miłości bliźniego. Jeśli dzisiejszy świat nazywa bohaterstwem czyny, które powinny być normalnym sposobem życia i postępowania ucznia Chrystusa, to świadczy tylko o tym, jak daleko jesteśmy od ideału miłości według zamysłu bożego. Jest to miłość doskonała, ale zarazem trudna, prawie niemożliwa w realizacji, gdy zabraknie mocy i perspektywy bożej.

Dlatego miłość Boga postawiona jest na pierwszym miejscu: „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą, a twego bliźniego jak siebie samego”. Nie jest to konkurencja miłości.

Miłość Boga pozwala poprawnie ułożyć relacje miłości międzyludzkiej. Chroni człowieka przed nazywaniem miłością własnego egoizmu i bezduszności. Niektóre kraje uchwalają ustawy o eutanazji, pozwalające na zabicie człowieka, który nie znajdując oparcia w cierpieniu i nie widząc jego sensu decyduje się na śmierć. Jest to najłatwiejsze wyjście dla społeczeństw, które zapomniały o prawdziwej miłości, która wymaga ofiary. Człowiek, który wie, że jest kochany, że najbliżsi chcą by pozostał z nimi jak najdłużej, że są gotowi ponieść dla niego ofiary będzie miał siłę do godnego przeżycia ostatnich dni, nawet wypełnionych po brzegi cierpieniem. Przed patologicznym rozumieniem miłości i humanizmu chroni człowieka boże przykazanie; nie zabijaj. Zachowanie bożych przykazań jest wyrazem naszej miłości Boga.

Uczony w Prawie znał doskonale przykazanie miłości zawarte w Prawie. Wątpliwości mogły się pojawić w odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim. Ponieważ w tradycji rabinistycznej znane były także poglądy niektórych, że bliźnim może być tylko ktoś z własnego narodu.

I Jezus odpowiada na nie w przypowieści, w odpowiedzi na pytanie, kto jest bliźnim przytacza przypowieść o dobrym Samarytaninie. Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha. Możemy się domyślać, że był to Żyd. Został w drodze napadnięty. Zabrano mu pieniądze, pobito i na wpół żywego zostawiono na drodze. Drogą przechodził kapłan, który minął obojętnie rannego. Podobnie uczynił lewita. Zaś pewien Samarytanin zatrzymał się i udzielił pierwszej pomocy. Zabrał ze sobą rannego, zawiózł go do gospody i zapłacił za jego leczenie. Przy tym trzeba zauważyć, że Żydzi i Samarytanie byli wrogami.

Kapłan i Lewita woleli uniknąć kłopotów. Pobity przez zbójców człowiek był prawie umarły, ale oni sądząc, że nie żyje najzwyczajniej w świecie go zostawili, nawet nie raczyli tego sprawdzić. Obeszli go szerokim łukiem, bo prawo mówiło, że choćby ich cień padł na zmarłego staliby się nieczyści.

Komentarze biblijne dotyczące tego fragmentu mówią, że być może liczyli na to, że przejdzie ktoś inny i sprawdzi czy człowiek rzeczywiście umarł i zajmie się choćby pogrzebem nieszczęśnika. Tak się usprawiedliwiali przed sobą. Tak zdjęli ze swoich barków ciężar pomocy – przejdzie ktoś inny…

I przeszedł. Przeszedł człowiek nazwany w Piśmie Świętym – Miłosiernym Samarytaninem. Żydzi i Samarytanie byli do siebie wrogo nastawieni i dlatego Samarytanin jeszcze bardziej zasługuje by nazwać go miłosiernym. Schował głęboko wszystkie uprzedzenia stając wobec człowieka potrzebującego pomocy. Opatrzył chorego, zabrał do gospody i tego jeszcze mało bo zostawił pieniądze na jego opiekę, a wszelką nadwyżkę obiecał oddać… Kto jest bliźnim? Ten który okazał miłosierdzie.

Czy takich aktów miłosierdzia możemy doszukać się tylko w Piśmie Świętym, w żywotach ludzi nazywanych świętymi?

Otóż nie tylko tam. Tę prawdziwą miłość i współczucie mamy wokoło siebie.

Czy to znaczy, że mamy zakładać fundacje, zapisać się do Caritasu, zostać wolontariuszem albo może jechać do Afryki?

Najprościej jest wrócić myślą do małego katechizmu gdzie łatwo znajdziemy uczynki miłosierdzia co do ciała i duszy: nakarmić głodnych, przyjąć pod dom podróżujących, pocieszać więźniów, strapionych, pouczać nieumiejętnych, modlić się za żywych i umarłych – to tylko niektóre z nich.

Proste i nie wyszukane wyciągnięcie ręki do drugiego. To jest odpowiedź na pytanie jak być bliźnim. A najlepsze jest to, że błogosławieni, czyli szczęśliwi są miłosierni – albowiem oni dostąpią miłosierdzia – miłości, współczucia i gestu wyciągniętej z pomocą ręki.

Po przytoczeniu tej przypowieści, Chrystus pyta uczonego w Prawie: Kto według ciebie zachował się jak bliźni. Samarytanin- pada odpowiedź.

Naszym bliźnim jest każdy człowiek. A zatem miłością, która przybiera różne formy mamy ogarniać każdego człowieka.