Zazwyczaj jesteśmy gościnni, ale mamy też czasami wiele problemów z gościnnością. Gościnność jest trudną sztuką. Może się trafić gość nieoczekiwany. Bywają goście natrętni. Bywają i przypadkowi. Nieraz nawet boimy się gościa, bo nie mamy do niego zaufania.
Trzeba także umieć być gościem – czy przyjeżdża się do kogoś na kilka dni, czy przychodzi się tylko na godzinę lub dwie. Powinniśmy wiedzieć, kiedy można, a kiedy nie wypada składać wizyt. Nie wolno zapomnieć, że gość powinien być dyskretny, nie narzucać się, nie wtykać nosa w nieswoje sprawy. Gość musi wiedzieć, kiedy wrócić do siebie. Ktoś żartobliwie powiedział: „Z gości dwie radości – jak przyjadą i odjadą, najlepiej by było to blisko siebie”.
Jak zatem najlepiej ugościć drugiego człowieka i jak być gościem? Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii. Jezus stał się gościem w domu dwóch sióstr Marty i Marii. Jedna z nich, Maria, siadła u nóg Jezusa i przysłuchiwała się Jego mowie . Druga zaś, Marta, uwijała się koło rozmaitych posług .
Marta, pracowita jak mrówka pani domu, współczesna działaczka, aktywistka zabiegana od świtu do nocy. Kobieta mocno stąpająca po ziemi, realistka. Energicznie krząta się wokół gości. Przecież Jezus przyszedł, a „gość w dom to Bóg w dom”. Kto więc pomyśli o smacznym posiłku, jeśli nie ona? Cieszy się, że wszystkim smakuje. A dla kobiety to bardzo ważne.
A Maria? Jest przeciwieństwem siostry. Skoro przyszedł Przyjaciel domu, Nauczyciel, to zajmować się tak banalną sprawą jak stół, kubki, talerze, widelce, całą bieganiną, krzątaniną, byłoby nietaktem wobec wyjątkowego Gościa, zmarnowaną szansą. Zasłuchana w Jezusa zapomina o świecie. Słucha z zapartym tchem wszystkiego, o czym mówi Jezus.
Taka postawa Marii zdenerwowała Martę, która powiedziała: Jezu, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? . Marta zamiast słuchać Jezusa, wygłosiła Jezusowi „kazanie”. Wytknęła Jezusowi obojętność na swój los, oskarżyła swoją siostrę i wydała rozkaz: Powiedz jej, żeby mi pomogła . W ten sposób Marta ujawniła cały swój wewnętrzny nieład serca. Nie da się w życiu wiecznie gonić od rana do nocy na najwyższych obrotach. Kiedyś człowiek pęknie. I wtedy wyjdzie z niego zmęczenie, samotność, poczucie niesprawiedliwego podziału roboty, wściekłość na cały świat. Skąd my to znamy?
A jak zachował się Jezus wobec tych dwóch sióstr? Wobec zabieganej Marty, a zasłuchanej Marii? Jezus zwrócił się do Marty: Marto, Marto! . Jezus dwukrotnie wymówił jej imię. Może po to, aby w końcu je usłyszała, aby zrozumiała, że Bogu na niej zależy. Niekoniecznie na tym, co ona potrafi zdziałać. Jezusowi chodziło o nią samą, o spotkanie, o bycie razem, o miłość.
Jezus powiedział Marcie trudną prawdę. Ale najpierw potwierdził, że widzi i rozumie jej przemęczenie: Troszczysz się i niepokoisz o wiele . Bóg zna i nasze problemy. Widzi, ile mamy na głowie. Bóg dostrzega naszą wściekłość lub bezradność, samotność, poczucie niesprawiedliwości.
Jezus odpowiedział Marcie: Potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę . Tak, ale wybrała tylko cząstkę. Jeśli cząstkę, to nie wszystko. Przecież Jezusowi nie był obojętny wysiłek, zapobiegliwość, troska o chleb, obiad, kolację. To Marta o tym wszystkim pomyślała, włożyła w to swoje serce. Z pewnością Jezus był jej wdzięczny.
Co znaczą zatem dla nas słowa Jezusa, że potrzeba tylko jednego? . To znaczy, że w życiu potrzebujemy uspokojenia, wsłuchania się w Boży głos, uporządkowania życia u stóp Jezusa. Potrzebujemy jednego – Boga! Bez Boga wszelkie nasze działania nie mają większego sensu. Oddalając się od Boga, będziemy gubić siebie. Zbliżając się do Boga, będziemy siebie odnajdywać.
Pewien ksiądz zaprosił parafian na spotkanie duszpastersko-biblijne, aby rozważać Ewangelię. Zaprosił też dyrektora szkoły. Ten wymawiał się brakiem czasu. Zirytowało to księdza:– Pan przypomina mi umęczonego drwala, który marnuje czas i siły, bo pracuje tępą siekierą. Tłumaczy się przy tym, że nie ma czasu, aby usiąść i naostrzyć ostrze.
Rzeczywiście, chorujemy od trosk, zajęć, biegania i zapracowania. Zbyt wiele jest troski o chleb, a za mało o Boga, o Jego słowo, o modlitwę. Nic przeto dziwnego, że często nasz chleb staje się gorzki.
Słuchajmy zatem Bożego słowa, jak gdybyśmy nie mieli nic innego do roboty i tak pracujmy, jak gdybyśmy mieli jutro umrzeć. To znaczy bądźmy pracowici jak Marta i tak rozmodleni jak Maria. Praca nie zwalnia nas od słuchania słowa Bożego i modlitwy, a modlitwa nie daje nam prawa do zaniedbywania pracy. Człowiek żyjący w stałym kontakcie z Bogiem, troszczący się o przyjaźń z Bogiem staje się najlepszym pracownikiem.
Eucharystia jest najlepszą szkołą gościnności. Sam Jezus zaprasza nas, abyśmy obficie czerpali mądrość, która płynie ze stołu Bożego słowa i stołu Eucharystii.